.

.

            .              .

Budowlaniec poetą, poeta budowlańcem…

podgląd wydarzeń

Zatrzymajmy się w olszynie
Znajdźmy na to jeszcze czas
By posłuchać szmeru liści
Które lecą wokół nas
Poszukajmy naszych śladów
Tyle po nas ich zostało
I ocalmy chwile szczęścia
Których nam nie brakowało

          Odszedł 27 maja 2012 r. Pozostawił po sobie dziesiątki wierszy, które w kilku tomikach wydał jego brat Mateusz. Nie chwalił się swoją twórczością.
          - Bardzo długo nie wiedzieliśmy, że Marian pisze wiersze - wspominała jego żona Halina. - Któregoś dnia zobaczyłam jakieś karteczki, myślałam, że to jakieś jego notatki. Kiedy przeczytałam, okazało się, że to wiersze i wtedy Marian powiedział mi, że ma ich jeszcze kilkanaście. Tak to się zaczęło - mówiła Halina. Dodała, że wielu z jego przyjaciół i współpracowników nie wiedziało o jego pasji i gdy ukazały się tomiki jego wierszy dopytywali czy to na pewno Mariana.
          Podczas wieczoru autorskiego wiersze Mariana czytała jego żona Halina i recytowali uczniowie Bieszczadzkiego Zespołu Szkół Zawodowych w Ustrzykach Dolnych: Marta Babiarz, Magdalena Płoszyńska, Martyna Siwak, Katarzyna Kowalska, Wojciech Roman i Rafał Przybyła, którzy przygotowali swój występ pod opieką Wioletty Machowskiej i Edyty Kmiecik. Wielu z przybyłych znało i wspominało Mariana, jego życiową i zawodową sumienność, wielu z nich mówiło, że jego twórczość poznali, gdy już odszedł, a odszedł zbyt młodo – wspominali. Gdy zachorował i przebywał w szpitalach nie porzucił swej pasji.
          W innym ze swych wierszy, żegnał się z nami, tak po swojemu:

Gdybym miał od was odejść
Góry lasami pokryte
Musiałbym najpierw podejść
Pożegnać się z Otrytem
Przejść las po jego grzbiecie
Postrzępionym świerkami
I zabłądzić i przejść się
Wśród jodeł potokami
Do źródła z czystą wodą
Drogę jeleniom pomylić
Przed dwustuletnią jodłą
Głowę bez czapki pochylić
Gdybym miał was zostawić
Przełęcze i doliny
Chciałbym nad wami pofrunąć
Pomiędzy połoniny
Popatrzeć na kamienie
Między tyczkami buczyny
W potoku wyrastające
Z Nasicznego doliny
Zaczerpnąć w płuca wiatru
Zbłąkanego w wiklinie
Posłuchać plusku wody
Głaszczącej groźne kamienie
Gdybym się miał pożegnać
To będą dla mnie dzwonić
Kopuły cerkwi tęsknie
Bym się im zdążył pokłonić
Jeszcze się wiele razy
Zawrócę i pomyślę
Czy już się wam pokłonię
Czy tylko oko wyślę

          W innym ze swych wierszy, żegnał się z nami, tak po swojemu:

opracowała Edyta Kmiecik; zdjęcia Edyta Kmiecik


podgląd wydarzeń